Suplementy diety – które są naprawdę potrzebne?

Pigułki wspomagające odporność, odchudzanie czy potencję. Łykamy je na potęgę, wierząc w ich skuteczność i moc. A przecież suplementy to nie leki, a wiara cudów niestety nie czyni.

Przeciętny Polak zażywa codziennie kilka rodzajów suplementów diety. Zestaw obowiązkowy to najczęściej magnez, probiotyki, witaminy i minerały, szczególnie te na „zdrową skórę, włosy i paznokcie”, i całe mnóstwo innych środków. Niesłabnącym wzięciem cieszą się tabletki na potencję i przyrost masy mięśniowej. Dla każdego coś miłego. Ale czy zdrowego?

Zgodnie z ustawodawstwem unijnym i polskim, suplementy diety to żywność a nie lek. Zarówno chleb jak i tabletka suplementu mogłyby leżeć w sklepie na tej samej półce. Tyle, że forma identyczna jak w przypadku leku – kapsułka, blister, ulotka, pudełko – oraz miejsce sprzedaży, czyli apteka sugerują, że mamy do czynienia z czymś, co leczy. Łudzące podobieństwo do leków, sugestywna, nie zawsze rzetelna reklama powodują, że suplementy diety są przez wielu z nas traktowane jak łatwo dostępne leki bez recepty.

Ty też wystawiasz sobie receptę?   

Badanie pt. „Polacy a suplementy diety” zrealizowane w lutym 2017 r. pokazało, że 72 proc. Polaków przyznaje się do zażywania suplementów diety, z czego prawie połowa robi to regularnie. Jednak tylko co czwarty Polak potrafi poprawnie zdefiniować czym są suplementy diety, co trzeci jest przekonany, że suplementy diety są testowane pod względem skuteczności, a co drugi jest pewien, że suplementy diety podlegają takim samym standardom nadzoru jak leki. Niestety, to całkowicie błędne przekonania. W kontekście tego nie dziwi już fakt, że tylko 17 proc. badanych decyzję o włączeniu suplementów do diety konsultuje z lekarzem lub farmaceutą. 

Jako, że niemal każdy Polak uważa się za lekarza, sam ordynuje sobie to, co uważa za stosowne. Skoro rośnie popyt, rośnie rynek suplementów. Jego wartość  w latach 2008-2017 zwiększyła się ponad trzykrotnie!.

Niektórzy przeznaczają na „cudowne środki” kilkaset złotych miesięcznie. Spiralę popytu nakręcają kolejne nowe suplementy, których lawinowo przybywa. Liczba rejestracji w Głównym Inspektoracie Sanitarnym (GIS) od 2008 r. wzrosła z około tysiąca do prawie 13 tys. w 2018 r. Szalony popyt to efekt skłonności Polaków do samoleczenia, wysokich kosztów prywatnej opieki medycznej i wszechobecnej reklamy, która kreuje i generuje sprzedaż suplementów. Taki sam trend rosnący obserwuje się od 10 lat na świecie.

Wątroba ledwie dyszy 

Tak jak żaden produkt żywnościowy nie jest obojętny dla organizmu, tak i suplementy nie pozostają bez wpływu na procesy w nim się toczące. Każda tabletka czy kapsułka składa się z substancji chemicznych, które po wchłonięciu do organizmu mogą zaburzać działanie innych leków, wchodzić w liczne interakcje oraz powodować skutki uboczne. Wszystko zależy od tego, jaki charakter mają powstające metabolity – czy są aktywne leczniczo, toksyczne, kancerogenne albo obojętne biologicznie. Badania wskazują, że przy przyjmowaniu pięciu leków dziennie ryzyko interakcji wynosi prawie 60 proc. a przy siedmiu rośnie powyżej 82 proc.!

Nietrudno o to, bo wielu z nas przyjmuje codziennie leki na przewlekłe schorzenia, np.  niedoczynność tarczycy, nadciśnienie, cukrzycę. Gdy dodamy do tego dwa-trzy różne suplementy diety (witaminy, mikroelementy, „na stawy”, „na odporność”), będzie to szkodliwe. Co najbardziej ucierpi? Wątroba.

Ta wielka przetwórnia chemiczna naszego organizmu podlega uszkodzeniom na skutek nadmiaru leków, suplementów diety i ich metabolitów. Toksyczne są też dla niej leki ziołowe i leki OTC (bez recepty), zwłaszcza u osób po 50.r. życia. Zdaniem prof. Krzysztofa Simona, hepatologa, polekowe uszkodzenie wątroby określane terminem DILI (ang. drug induced liver injury), to najczęstsza przyczyna wycofywania leków z rynku. Dlaczego producenci nie widzą problemu w trakcie badań klinicznych? Bo większość z nich prowadzi się na populacji mniejszej niż 3 tysiące pacjentów.

 

Randka w ciemno

Suplementy traktujemy jak leki, natomiast te środki nie podlegają żadnym obowiązkowym testom na skuteczność lub bezpieczeństwo przed dopuszczeniem do sprzedaży detalicznej, więc potencjalnie mogą mieć negatywny wpływ na stan zdrowia. Zgodnie ze swoją nazwą suplementy diety mają uzupełniać niedobory w diecie i korygować niedożywienie. Dlatego produkty te nie mogą w żaden sposób sugerować (poprzez napisy na opakowaniach, reklamę lub ulotkę), że łagodzą skutki choroby lub zapobiegają chorobom. Poza tym, jaki sens ma suplementacja, gdy nie wiadomo, czego organizm potrzebuje? Przekonać się można o tym tylko w jeden sposób – robiąc wcześniej badania. 

Jakkolwiek entuzjastycznie podchodzimy do suplementacji, trzeba mieć świadomość ryzyka związanego ze spożywaniem niektórych środków.

Wyniki badania przeprowadzonego w Polsce, opublikowane w 2017 r., wskazały, że osoby zażywające suplementy BGA z zawartością niebiesko-zielonych alg zmagają się ze znaczącymi skutkami ubocznym. Zaobserwowano to u osób z chorobami przewlekłymi. Niektóre probiotyki mogą być zanieczyszczone bakteriami czy grzybami, co potwierdziły badania nadzorowane w 2015 r. przez Najwyższą Izbę Kontroli. W czterech na jedenaście przebadanych produktów wykryto obecność niezadeklarowanych szczepów bakterii, m.in. Enterococcus faecium, które fizjologicznie bytują w przewodzie pokarmowym człowieka. Niemal wszystkie  środki zawierały znacznie mniejszą  liczbę  żywych aktywnych bakterii niż zadeklarował producent (Najwyższa Izba Kontroli, 2017). A co znajduje się w nieprzebadanych probiotykach? Strach się bać. Mogą to być inne niż niezadeklarowane przez producenta substancje lub zanieczyszczenia. Skład może się różnić w zależności od partii tego samego produktu. Poza wszystkim, zdarzają się sfałszowane suplementy. Tajemnicą poliszynela jest też fakt, że w Polsce sprzedawane są produkty, które uzyskały negatywną ocenę amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA).

Witamina D, błonnik, magnez

Zaledwie 10-15 proc. Polaków odżywia się prawidłowo, reszta ma różne niedobory. Dzieje się tak na skutek zmian środowiskowych, stosowania nawozów, niezdrowego trybu życia, braku snu i stresu. Nie bez wpływu pozostają zaburzenia wchłaniania, zażywanie leków i choroby. Choć naukowcy znaleźli gen odpowiedzialny za długowieczność, to wpływa on na długość życia tylko w 15-20 proc. To co jemy, nadal pozostaje czynnikiem determinującym jakość i długość życia.

Bezdyskusyjnie, są więc suplementy, które warto i trzeba stosować. Przede wszystkim witaminę D, której wszystkim w Polsce w miesiącach zimowych brakuje, z racji niedoboru słońca, które warunkuje wytworzenie tej witaminy w organizmie. Poza tym błonnik, niezbędny dla dobrej pracy jelit, czy magnez, który tracimy na skutek notorycznego stresu i hektolitrów wypijanej kawy.

Do niezbędnych dla zdrowia suplementów dołączył od niedawna selen. Przełomowe badania prof. Jana Lubińskiego, kierownika Zakładu Genetyki i Patomorfologii PAM oraz Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie, i jego współpracowników wykazały, że jednoznacznie relację pomiędzy poziomem selenu a ryzykiem wystąpienia różnych rodzajów nowotworów.

 

Ważne wnioski:

*  Najmniejsze ryzyko rozwinięcia raka jest przy stężeniu 98 – 108 mcg/l surowicy krwi, ale już przy niedoborze tego pierwiastka wzrasta nawet 5-krotnie. Zbyt niski poziom selenu ma 60 proc. kobiet i aż 90 proc. mężczyzn w Polsce.

* Za duże stężenie selenu to aż 60-krotnie większe ryzyko rozwoju raka. W przypadku raka piersi – trzykrotnie większe. 

* U kobiet z mutacją genu BRCA1 (ma go 100 tys. kobiet w Polsce), do 50.r. życia, optymalny poziom selenu powinien oscylować w granicy 70-85 mcg/l, a u starszych kobiet – 95-120 mcg/l. Taki poziom niweluje rozwój raka piersi u tych kobiet. BRCA1.

* Raz do roku zbadaj stężenie selenu we krwi, a w razie niedoboru uzupełnij go dietą i wspomóż suplementem, najlepiej seleninem sodu.

Rady dla suplementujących

– Zanim sięgniesz po suplementy, sprawdź jaki masz poziom poszczególnych mikroelementów.

– Ewentualne niedobory koryguj najpierw poprzez zmianę diety. Składniki odżywcze najlepiej są przyswajane przez organizm w naturalnej formie. Dodatkowo możesz wspomóc się suplementami diety. 

– Dbając o swoje zdrowie, kieruj się zdrowym rozsądkiem, a nie emocjami, reklamą czy dobrą radą sąsiadki. Decyzję o przyjmowaniu danego suplementu oprzyj o konsultację z doświadczonym lekarzem.

– Możesz zapytać renomowanego dietetyka klinicznego, ale upewnij się, jak duże ma doświadczenie. Wielu z nich jest zaledwie po krótkich kursach.   

– Kupuj produkty renomowanych producentów, przestrzegających surowych reżimów jakościowych.

 

Produkcja w garażu

Jeśli sądzisz, że wprowadzenie na rynek nowego suplementu diety wymaga wielu procedur i czasu, jesteś w błędzie. Nie są wymagane badania kliniczne ani badania możliwości występowania interakcji z innymi produktami czy możliwości występowania skutków ubocznych. Suplementy nie podlegają kontroli jakości. Chcąc sprzedać nowy suplement na rynku, wystarczy zgłosić go za pośrednictwem elektronicznego systemu powiadomień, podając nazwę produktu i producenta, formę produktu, w której jest wprowadzany do obrotu, etykiety w języku polskim, skład jakościowy i ilościowy, w tym dane dotyczące składników zawartych w produkcie. I oczywiście dane osoby zgłaszającej lub nazwę i adres podmiotu zgłaszającego (czy numer NIP). Zgłoszenie suplementu do GIS jest bezpłatne. Oznacza to, że po wykonaniu kilku prostych formalnych kroków i uruchomieniu szybkiej produkcji (w garażu czy własnym domu), każdy zgłaszający może niemal następnego dnia zacząć sprzedaż tego, co wytworzył. Na przykład może zamknąć w osłonce jako kapsułce suszoną i zmieloną pietruszkę czy ostropest. Nie ma do tego żadnej gwarancji, gdzie je uprawiano czy zbierano. Jeśli działo się to tuż przy autostradzie, w pakiecie dostajesz zestaw metali ciężkich i niektóre węglowodory aromatyczne – substancje kancerogenne, czyli absolutnie szkodliwe dla zdrowia. Zostając klientem takiego domorosłego wytwórcy, najpewniej kupisz „suplement” w aptece, natomiast miejsce sprzedaży jeszcze nie oznacza, że produkt pochodzi z wiarygodnego źródła. Tego apteka nie sprawdza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

y

Emet nisl suscipit adipiscing bibendum. Amet cursus sit amet dictum. Vel risus commodo viverra maecenas.

r